poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Sopot: Pelican

Lubię zaczynać wpisy od dobrych wieści. Wszystkie pozycje Pelicana, które zdefiniowane są w menu Restaurant Week, znajdziecie również w codziennie obowiązującej karcie. Ja już wiem, że plany na sopockie wizyty będą krążyły wokół tego miejsca.

LOKALIZACJA


Pelican mieści się w sercu Sopotu, na Bohaterów Monte Casino 63. Wyjaśniając bardziej obrazowo: tuż obok Multikina, na tzw. Planu Przyjaciół Sopotu. Nie ma szans, że przegapicie lokal - duży szyld z prostym logotypem od razu rzuci się Wam w oczy.

Po wejściu, nie zrażajcie się bliskością stołów. Tam naprawdę można zaszyć się przy zaufanym gronie. Uśmiechnięta załoga robi wszystko, aby pobyt w Pelicanie upływał pod znakiem zadowolenia. Tak, to pierwsza emocja, jaka rodzi się tam w ramach Restaurant Week.

Od razu zwróciłam uwagę, że przed lokalem cierpliwie czekają stoliki. Latem będzie tu pięknie, szczególnie z koktajlem gruszka-pietruszka, który od pierwszego kontaktu pobudził moje zmysły i przywołał wspomnienia tatowej działki. Konsystencja tak gęsta, że można przegryzać i smak tak swojski, że chciałoby się ubrać ogrodniczki i nastawić nosa do słońca.

No dobra, wyobraźcie sobie, że zamówiliście dwa alternatywne menu w Pelicanie. Oto, co dostajecie.

PRZYSTAWKA



Na wstępie. Na pewno pomyślicie, że dostaliście amuse bouche (tzw. czekadełko). Nie - to jest właśnie przystawka. Mnie też zaskoczyła małym skromnym talerzykiem. Ale wiecie co? Uzmysłowiłam sobie, że w większości restauracji przystawki są właśnie takiej wielkości, ale podane na dużych talerzach (wiecie, design). Stąd ta iluzja.

1. Plastry pieczonego rostbefu z chrzanowym majonezem, gorczycą gotowaną w białym winie i z kosteczkami sera Manchego


Rostbef delikatny i wręcz stworzony do chrzanowego majonezu. Bez niego nie byłby tak wyrazisty. Jeśli zatem dostaniecie tę przystawkę, koniecznie łączcie wszystkie składniki do każdego kęsa. Kosztowanie wszystkiego osobno nie ma tu sensu.


2. Kozi ser polany brązowym masłem z orzeszkami: włoskimi, pinii, migdałami i tartymi pistacjami z dodatkiem suszonej śliwki gotowanej w czerwonym winie. Podany jest z puree dyniowo - cytrynowym


Drogi Pelicanie, bardzo bardzo dziękuję Tobie, że przypomniałeś mi, jak tęskniłam za smakiem koziego sera. 

W tej przystawce wszystko jest indywidualną eksplozją! Piękny kawałek sera, orzechy wszystkie, które zostały wymienione w opisie i rewelacyjna śliwka, w której posmak czerwonego wina jest nienachalny, ale przyjemnie wyczuwalny. Koniecznie skosztujcie jej osobno, bo w wyrazistym kozim serze może się zagubić.

Cudownym odkryciem okazało się brązowe masło. Z początku twarde, niczym tłuszczowa skorupa, pod wpływem muskania sztućcami roztopiła się i uwolniła najcudowniejszy orzechowy posmak. Mmm.

Odnośnie puree dyniowo-cytrynowego. Było naprawdę dobre i z przyjemnością wróciłabym do tego smaku, jednak cała przystawka była już tak intensywna, że zostawiłam je bardziej na maczanie chlebem.

Słowem: przystawka pełna indywidualności. Dużo się tu dzieje i mam wrażenie, że całość jest zgraną paczką, jednak każdy składnik lubi być pieszczony samodzielnie. Warto spróbować!

Uwaga: Przybywając do Pelicana, po całym dniu pracy, byliśmy naprawdę głodni. W nadziei na starter w postaci świeżego pieczywa i masła, dostaliśmy nasze przystawki i... dwie kromki pieczywa (poniższe zdjęcie prezentuje koszyczek pieczywa taki, jaki właśnie do nas dotarł). Z początku wzbudziło to we mnie zaskoczenie (maleńka kromka na osobę), ale później postanowiłam zinterpretować sprawę tak: mało chleba, mała przystawka, bo danie główne będzie królem. No i tak właśnie się stało. 

Pomyślcie zatem w ten sam sposób.


DANIE GŁÓWNE



1. Pierś z kurczaka z kostką, podana z puree marchwiowym, płatkami kalafiora, chicken jue (?) oraz ziemniakami kruszonymi ze szczypiorkiem i karmelizowanym pasternakiem


Pierś była, puree było, kalafior był, ziemniaki i szczypiorek również, plaster pasternaka też. Ale czym do cholery jest chicken jue? Wyśmiejcie mnie, ale nie wiem. A przynajmniej nie znalazłam na talerzu czegoś, co mogłoby tym być.

Jeśli wybieracie menu na stronie Restaurant Week i myślicie: "nie no, nie wezmę sobie piersi z kurczaka, bo przecież mogę robić ją codziennie w domu", oderwijcie się proszę od tego. Ta pierś jest delikatna, miękka i po prostu pyszna. Mój M. stwierdził, że nie pamięta, kiedy jadł tak dobrze przyrządzone mięso drobiowe. Śmiem twierdzić, że było ono przede wszystkim najwyższej jakości.

Pięknym uzupełnieniem okazało się słodkie puree, które z tłustymi słonymi ziemniakami przekomarzały się smakiem. Do tego skromny plasterek pasternaka, jako chciany i nienachalny gość.

Gdy zaproponowałam M., aby wziął ode mnie ostatniego kęsa dorsza, stwierdził: "nie chcę odstawiać wspomnień po moim daniu". To powinno Was przekonać.


2. Polędwica z dorsza z mulami, puree z natką pietruszki, piklowaną czarną rzepą, ziemniakami kruszonymi z brązowym masłem i karmelizowany burak


Tęsknota za pieczywem, masłem i większą przystawką odeszła w zapomnienie, gdy dostałam te danie. Tak, jak w Papieroovce, tu dorsz okazał się konkretną porcją (nawet jeszcze większą) cudownego rybiego mięsa. Robotę w tym daniu zrobił koperek. Serio, bez niego dorsz nie smakowałby tak samo.

Na moim talerzu zabrakło jednak zadeklarowanej czarnej rzepy. Był za to karmelizowany burak, którego równie dobrze mogłoby nie być. W mojej odsłonie miał lekką goryczkę. Może Wy traficie na słodszego, może Wam przypasuje.

To, co musicie wiedzieć: to nie jest lekkie danie. Ziemniaki z brązowym masłem są naprawdę "pływające",  a puree z natką pietruszki przypomina bardziej pesto. Całość jednak jest pyszna i warto zgrzeszyć. Jak to powiedział M.: "od tego jest właśnie Restaurant Week!"

Ahh, zapomniałabym: mule. Ale mule, jak to mule. Nie wiodły tu prymu:)

DESER



1. Brownie z musem czekoladowym i sosem z czarnej porzeczki 


Mmm. Jeszcze ciepłe brownie, idealnie mokre, rozpływające się. Do tego idealnie aksamitny i zimny mus z ciemnej czekolady. I czarna porzeczka, łagodząca to wszystko swoją słodyczą. To było doskonałe!

Po tym, jak przegryzłam kilka kęsów, M. co zrobił... podziobał widelcem wszystko w całość i popłynął z rozmarzonym wzrokiem. Cudem udało mi się chwycić ostatnie okruszki brownie.


2. Beza z kremem chantilly i truskawkami


Dla wyjaśnienia: chantilly to krem na bazie śmietany, cukru i wanilii. 

Ten deser okazał się być po prostu smaczny, słodki i kruchy. Ot, beza/krem/owoce. To nie może się nie udać ;-) Ale nie wysadza też emocji w kosmos.

Bezę można z powodzeniem przegryzać, przytulając ją do kremu i truskawek, które pomimo sezonu, smakowały naprawdę pysznie. W Pelicanowym zestawieniu, brownie z musem jednak wygrywa. 


Restaurant Week wciąż trwa, a przegryzać możecie jeszcze do 30 kwietnia. Pamiętajcie: aby zrobić rezerwację do wybranego miejsca, należy uczynić do dzień przed, do godziny 17.00.

Na stronie widziałam, że Pelican ma już zajęte wszystkie rezerwacje (!). Jeśli jednak marzy Wam się przegryzanie w sercu Sopotu i dzielenie się emocjami wśród naprawdę pięknego wnętrza, spróbujcie skontaktować się z załogą. Może jeszcze się uda ;-)

[ZRÓB REZERWACJĘ NA RESTAURANT WEEK]


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz