sobota, 25 lutego 2017

Sopot: Świnka Pod Jabłonką


Jeśli będziesz chciała dogodzić chłopakowi. Jeśli przyjadą do Ciebie przyjaciele zza granicy, głodni polskiej fantazyjnej kuchni. Jeśli nagle odwiedzą Ciebie rodzice i zajdzie potrzeba ugoszczenia ich "po domowemu". Jeśli - tak jak ja - lubisz doświadczać. Idź tam. Pod Jabłonkę, gdzie ugości Cię nikt inny, jak... Świnka.
To nie jest miejsce dla wegetarian. No chyba, że jadasz wyłącznie desery i przegryzasz jabłka. W przeciwnym razie, nawet w kremie z białych warzyw znajdziesz ozora.

To miejsce jest natomiast świątynią dla zapalonych mięsożerców i wszystkich tych, którzy po prostu nie eliminują żadnych produktów ze swojej diety. Miejsce do próbowania, przegryzania i eksperymentowania. Bo aktualne menu może być naprawdę kontrowersyjne.

Ale, że o co chodzi? O Świnkę w trawce pod jabłonką chodzi.

LOKALIZACJA:


To podstawowa kwestia, jaką poruszam, gdy zaczynam komukolwiek opowiadać o tym miejscu. Wyjaśnię tak, jak robię to znajomym.
Wiesz gdzie w Sopocie są Trzy Siostry? Naprzeciwko nich (po drugiej stronie ulicy) był kiedyś sklep monopolowy. Jego szyld był złoty i stylistyką nieco przypominał bank. 
No to tego sklepu już tam nie ma. Zadomowiła się natomiast Świnka. Zamieszkała w trawce pod jabłonką i gości w niej wygłodniałych towarzyszy Sopotu.


WYSTRÓJ:


Najpewniejszym określeniem będzie: konsekwencja. Na ścianach zobaczycie zdjęcia jabłoni i jabłek, rozmaitych odmian i kolorów. W ramach nie ma żadnej świnki, gdyż jej miejsce znalazło się w menu. 
No dobra, jabłonkę mamy, świnkę mamy (o tym już za chwilę). A co z trawką? Jej odzwierciedleniem są zielone sofy, w które można zatopić się tak, jakbyśmy właśnie przycupnęli na owej trawie.
W skrócie: siedzisz w zielonej sofie, pod zdjęciami jabłoni. I dostajesz świnkę.




MENU:


Tu muszę najpierw podkreślić, że aktualna karta wdrożona jest od lutego. Nadeszła wraz z nowym szefem kuchni. Zatem - nie mogliśmy przegapić tej okazji, by po miesiącu wrócić i porównać smaki, zapachy, kombinacje i strukturę.

Doskonale pamiętam, gdy w grudniu przegryzaliśmy tradycyjną Świnkę w trawce pod jabłonką w dwóch wariantach. Dla mojego M: polędwiczki wieprzowe z kopytkami, rajskim jabłkiem, orzeźwiającym pesto, marynowanymi grzybkami, musem jabłkowym i kilka magicznymi składnikami, których już nie pamiętam. Dla mnie: polędwiczki wieprzowe z sezonowymi grillowanymi warzywami, polane aromatyczną oliwą, podane z pieczywem. 
W starej karcie pamiętam jeszcze treściwy żur, pieczonego pstrąga z ziemniakami i desery: bezglutenowe ciasto z migdałami oraz brownie z mascarponem (za którym mój M. do dziś kwiczy).

Teraz w menu nie znajdziecie już pozycji typu Świnka w trawce pod jabłonką, gdyż te zostały opisane po prostu składem. 


My rozpoczęliśmy naszą ucztę tak:


Jako amuse bouche dostaliśmy żytnie pieczywo ze smalcem i chipsem z ogórka kiszonego oraz kiszonych pasków julienne. Ja - osoba, która w ogóle nie jada smalcu, skosztowałam kęsa i muszę przyznać, że był naprawdę dobry. Potwierdzeniem tego chyba jest fakt, że M. przegryzł i swoją, i moją porcję.

amuse bouche: chelb żytni ze smalcem, czipsem z kiszonego ogórka i kiszonymi julienne

Z przystawek wybraliśmy: consomme z kaczki z chrupiącymi pierożkami (nadziewanymi również kaczką) oraz potrawkę z królika z groszkiem i jajkiem w koszulce.

Wywar okazał się wyjątkowo aromatyczny, a smaku podkręcała mu oliwa szczypiorkowa. Jeśli będziecie mieć kiedykolwiek dylemat, co wybrać, skosztujcie tego consomme. Intensywny (dla mnie nawet nieco azjatycki) i klarowny, a pierożki swoją strukturą i chrupkością przypominały ciasteczka z wróżbą. Z tą różnicą, że zamiast wróżby znaleźlismy tam naprawdę dobre nadzienie.

Jeśli chodzi o potrawkę z królika, przystawka ta jest już tak syta, że praktycznie nie musicie zamawiać drugiego dania. W daniu furorę robi dla mnie groszek, również ten w postaci kiełków. Dobre, ale musicie być pewni, ze lubicie królika.

przystawki: consomme z kaczki z chrupiącymi pierożkami / potrawka z królika z groszkiem i jajkiem w koszulce

Pomiędzy przystawką a oczekiwanym daniem głównym czekała na nas jeszcze jedna niespodzianka z serii amuse bouche: tatar z łososia z rewelacyjną gabką z pietruszki oraz musem chrzanowym. 
Przegryźliśmy go na pieczywie z dodatkiem świetnie napowietrzonego ziołowego masła. Mmm, wspominam ze smakiem i lekko podniesionym kącikiem ust. Zamarzył mi się znów.

amuse bouche vol 2: tatar z łososia z pietruszkową gąbką, musem chrzanowym i rzodkiewką.
rzegryzaliśmy na pieczywie z dodatkiem puszystego ziołowego masła

Jako danie główne wybraliśmy: 

Polędwiczki wieprzowe z karmelizowanym wężymordem (inaczen skorzenera, coś na kształ korzenia pietruszki), brukselką i puree pietruszkowo-jabłkowym. Zwycięzcą w tym daniu okazały się orzechy laskowe! Doskonały pomysł na złamanie smaku i dołączenie elementu przegryzania. W połączeniu z fantastycznym musem oraz posypaną czarnuszką, mogłabym jeść tylko je, maczając przy okazji chrupiącą skorzonerę. Mięso samo w sobie poprawne, odpowiednio wypieczone, dało się czuć w nim strukturę. 
Polecam, choć ja osobiście następnym razem na pewno skuszę się na inna pozycję, tj. policzki wieprzowe z grzybową kaszą gryczaną, karmelizowanymi warzywami, jajkiem w koszulce i czipsami z jarmużu

Pulled pork burger. Ten okazał się kontrowersyjny, bo w jego skład wchodzi szarpana głowizna, chrupiące uszy, boczek i remolada z selera. Wszystko podkręcone sosem tatarskim. Niekoniecznie potrzebnym, bo wydawało się, że burger jest nieco przekombinowany. Chętnie wyciągnęłabym z niego chrupiące uszy, boczek i sos tatarski, a zostawiła wyłącznie szarpane mięso (i błagammm, bez określenia "głowizna") oraz remoladę. Wystarczyłoby, szczególnie, że puszysta i ciepła bułka z własnego wypieku z dodatkiem czarnuszki również wprowadza kilka barw smaków. 

dania główne:
polędwiczki wieprzowe ze skorzenerą, brukselką, puree pietruszkowo-jabłkowym, orzechami laskowymi i musem jabłkowym / pulled pork burger z szarpaną głowizną, boczkiem, chrupiącymi uszami, remoladą z selera i sosem tatarskim



Jeśli chodzi o deser. Serio, nie mieliśmy już miejsca, ale to musiało się wydarzyć:

Sernik jabłkowy. Brzmi prosto i bez szału? Błąd. Sernik okazał się prawdziwą jabłonką na torcie i idealnym podsumowaniem kolacji! Idealnie słodka masa (coś na smak zielonego jabłka) na siekanym kruchym spodzie o aromacie pieczonego jabłka. Tuż obok kilka kropli kwaskowatego musu jabłkowego, a na dopełnienie dwa wbite czipsy jabłkowe, które swoim smakiem bardziej przypominały wafelek do lodów. Całość: najlepsza na świecie! 

Gdy na moim talerzu został ostatni kęs, lekko spanikowałam. Nie wiedziałam, w jaki sposób go przegryźć - czy każdą część skosztować osobno, czy połączyć wszystkie smaki w jedno, czy pozostawić coś jeszcze... Stwierdziłam w końcu, że zamknę oczy i po prostu przegryzę całość, jako doskonałą kombinację. Błogo.

deser: najlepszy na świecie sernik jabłkowy z chrupiącymi czipsami oraz kwaskowatym musem

Podsumowując, w menu króluje Świnka. Świnkę czasem odwiedzi krowa lub rybka, a z ryjka poleci jej browar. Jeśli jednak nie przepadasz za piwem, być może zdążysz jeszcze na doskonałe grzane białe wino z pomarańczowym pudrem lub ciepły cydr z dodatkiem pieczonego jabłka. 

Jeśli jednak nie zdążysz lub po prostu nie masz ochoty na podgrzewany alkohol, nie martw się. Barman na bieżąco majstruje lokalne nalewki i wszelakie kombinacje drinków. Znajdziesz tu np. nalewkę z derenia, pędów sosny, czy moreli. Za dwa tygodnie chwyć przyjaciół za rękę i idźcie spróbować najświeższej porterówki. Barman jest najbardziej otwartym i uśmiechniętym człowiekiem świata, zatem nie bój się podać ręki i pogratulować pasji. 

Pssst. I najważniejsze. Jeśli już zasiądziesz pod jabłonką w zielonej sofie, spytaj przemiłych gospodarzy o jabłkowy sernik. Jeśli będzie, zamawiaj od razu. Nawet na przystawkę.

napitek: białe grzane wino z pudrem pomarańczowym


_______
Świnka w trawce pod jabłonką
Morska 16, 81-764 Sopot



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz