piątek, 21 października 2016

Recenzja: Restauracja Da Vinci w Gdyni


Być może przechodziłeś już tą drogą. Spojrzałeś na szyld, zerknąłeś na wywieszone menu. Być może byłeś przypadkiem po ciepłego pączka i nawet nie zdawałeś sobie sprawy, gdzie jesteś. Świętojańska 15. Miejsce, gdzie polska rodzinna tradycja i gościnność miesza się z włoską klasyką i smakiem. Zapraszam do Da Vinci!


Lubię przepełnione motywacją dni robocze, gdy wiem, że po ukończonych zadaniach czeka na mnie jeszcze coś więcej. To chyba właśnie dlatego podświadomie, gdy przychodzi niedziela, zaczynam planować każdy dzień tygodnia. Pośpiech, który z jednej strony akceptuję, z drugiej zaś przeklinam w myślach, jest zbawienny tylko w jednej kwestii. W relaksie. To właśnie dzięki codziennemu pędowi mogę jeszcze bardziej docenić chwilę resetu i oderwania się od szumu.

Tym razem wybór padł na Gdynię. Nie jestem stałym bywalcem tego miasta, jednak całym sercem doceniam jego kulinarną siłę. Mimo to, niewiele jest miejsc z taką tradycją i duszą, jak te, do którego trafiliśmy.

Otwarta od niemal 14 lat Restauracja Da Vinci skrywa w sobie to, co za czym tęsknię w zwykły dzień. Unoszący się w powietrzu błogi spokój, odprężająca muzyka i ciepły uśmiech właścicieli. Do tego niemal na każdym kroku przenika duch samego Da Vinciego. Obrazy, pianino, ukryte niewielkie płaskorzeźby, świece i regały z winem. To wyjątkowy skrawek Włoch w gdyńskiej odsłonie.


Wiecie, co jest najwspanialszą cechą tego miejsca? Tradycja. W każdym aspekcie. Począwszy od niekończącej się miłości do włoskiej kuchni, rodzinnym i nieprzerywanym biznesie, na tej samej załodze od lat kończąc.

Pani Maria i jej córka Kasia z ciepłem wspominają pasję Pana Jerzego, współzałożyciela restauracji Milano, znamienitej La Gondoli, a następnie Da Vinci, które zostało otwarte na początku 2003 roku i gości mieszkańców Gdyni aż do teraz. Na przestrzeni lat stali bywalcy zostali niemalże częścią tego miejsca. Przychodzą kilka razy w tygodniu na obiad, celebrują ważne okazje, zapraszają przyjaciół, czy po prostu wpadają się przywitać.

I chyba to jest właśnie magia Da Vinci. Tu nie przychodzi się jak klient. Tu jest się gościem. Z kieliszkiem wina, kawą, lodami lub obiadem. Przekraczając próg, masz wrażenie, jakbyś wybrał się na rodzinne spotkanie. Nie po to, aby zjeść-podziękować-wyjść. Tylko po to, aby usiąść i na chwilę zapomnieć o tym, że za oknem Świętojańska tętni swoim życiem. Tu jest czas na rozmowę i dobre jedzenie.

W menu nie ma przepychu i niezdecydowania. Karta została streszczona do tego, co się sprawdza: dobrej jakości mięs, ryb, owoców morza, domowej roboty makaronów i zup.

Na przystawkę nie ma tu focacci, a na danie główne pizzy. Jest za to carpaccio, krewetki, ślimaki z gorgonzolą, cielęcina, halibut lub sandacz. Dlaczego? Bo mało jest miejsc, w których można zjeść m.in. świeżą jagnięcinę zamiast powszechnej margarity.

Na poczekajkę dostaliśmy bruschettę z prosciutto i sosem balsamicznym. Rozwiązanie idealne dla każdego mięsożercy. Dla wegetarianina - bruschetta z pomidorami i oliwą sprawdziłaby się tu równie dobrze.


Jadąc do Da Vinci, w głowie siedział mi październikowy felieton, który czekał na napisanie. O jesieni, gęstych zupach. O dyni.

Kobieca intuicja chyba jednak we mnie istnieje, ponieważ zupą dnia był właśnie krem z dyni z pomarańczą. Jadłam go z przyjemnością, przegryzając pestki i maczając chleb z czarnuszką. Podany koszyk z pieczywem i masłem posłużył również mojemu M., który skusił się na carpaccio wołowe z pastą truflową i parmezanem. Jakież było moje zdziwienie, gdy na pytanie "czy lubi Pan pastę truflową?", odpowiedział "tak, lubię ten smak".

Miał rację. Decydując się na przystawkę w postaci carpaccio, wybierzcie tę z pastą. Doskonale dopełnia smak.

Po lewek: krem z dyni z pomarańczą (13 zł) / po prawej: carpaccio wołowe z pastą truflową (29 zł)

Po pierwszym przegryzieniu, gdy głód został uspokojony, przestudiowane menu wyraźnie wskazało mi, na co miałam ochotę. Pozostając w klimatach jesiennych, halibut w sosie borowikowym z pieczonymi ziemniakami wydał się wyborem po prostu oczywistym.

Musicie mi uwierzyć, że wybór mojego M. to po prostu synchronizacja tych samych potrzeb. Jego polędwiczki wołowe z tymi samymi dodatkami idealnie skomponowały się z rybą. Nasz stół wyglądał jak wycięty z domowego obrazu.

Co tu dużo pisać. Ryba okazała się fantastycznie delikatna, a sos jak obłędnie pachniał, tak smakował. Kąciki moich ust podniosły się jeszcze wyżej, gdy uświadomiłam sobie, że pieczone ziemniaki to... naprawdę upieczone prawdziwe ziemniaki. Nie żadne mrożone cząstki z oblepioną przyprawą. Takie, jak lubię i pamiętam z domu.

Po lewej: halibut w sosie borowikowym (ok. 49 zł) / po prawej: polędwiczki wołowe w sosie borowikowym (32 zł)

I choć na deser nie mieliśmy już miejsca, kusiło nas świeżo przygotowane zabajone. Naszym zwieńczeniem obiadu było natomiast przejrzenie księgi podziękowań, w której znaleźliśmy masę znanych nazwisk.

To prawda, że bywają tu producenci filmowi, reżyserowie i aktorzy. Niektórzy z nich wracają regularnie, poszerzając wieści o Da Vinci dalej. Dacie wiarę, że dwa lata temu gościł tu Roman Polański z przyjaciółmi? I wiecie co przegryzał? Halibuta w sosie borowikowym... 


Miejsce: Restauracja Da Vinci
Adres: Ul. Świętojańska 15, Gdynia
Szef kuchni: Piotr Gafka
Menu: kuchnia włoska
Ceny: od 13 zł (za zupę dnia) do 84 zł (danie główne: grillowane krewetki)
Nastrój: spokojny, relaksujący, wyjątkowy
Rok otwarcia: 2003 

P.s. Kolejnym razem, gdy zechcesz zatrzymać się na chwilę i wyłączyć z codziennego zgiełku, przypomnij sobie ten wpis. Twoje stopy prędzej, czy później zaprowadzą Cię na Świętojańską 15. Polecam!



2 komentarze:

  1. Moja ukochana restauracja! Dziękuję za Twoją opinię bo w pełni oddaje to co myślę o tym miejscu! Ah...aż zamarzyłam o tym jedzeniu...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To już wiem czym się inspiruje kcalmar :) Mają podobne smaki bardzo!

    OdpowiedzUsuń