środa, 12 października 2016

Recenzja: Long Street 52 w Gdańsku


Miłość do jedzenia. Czy może być coś bardziej szczerego i uszczęśliwiającego? Może. Miłość do jedzenia w towarzystwie. Od długiego czasu dzielimy z przyjaciółmi sześcioosobową drużynę, której spotkania polegają na odwiedzaniu pysznych miejsc i przegryzaniu. Trzy pary, zakochane w miejscach, w których dają dobrze zjeść. Przebojów mieliśmy już kilka, tych dobrych i tych złych. Tym razem trafiliśmy do miejsca doskonałego. Long Street 52.


Muszę kilka razy wypowiedzieć na głoś nazwę tego miejsca, zanim moi rozmówcy skojarzą, że Long Street znajduje się na ul. Długiej 52. W samym sercu Gdańska, nieopodal słynnego Neptuna.

Rezerwacja na 18.00 czekała na nas w pięknej oprawie. Przygotowane kieliszki do wina, dzban wody z mięta i urokliwe miejsce tuż przy dużym oknie. Wystrój? Taki jaki lubię.
Wypracowania dotyczące wnętrz nigdy nie były moją mocną stroną, ale uwierzcie - to po prostu miejsce, w którym przyjemnie wypić wieczornego shota w nieformalnym stroju lub wybrać się z przyjaciółmi na obiad czy służbowy lunch. Miejsce, do którego po prostu przyjemnie się wraca.

Ale do rzeczy. Cudowna i piękna Pani Kelnerka uraczyła nas poczekajkami, które połechtały moją ostatnią dziecięcą tęsknotę: przysmak świętojański. Nie były to jednak zwykłe "tłuste okienka", a raczej ich kompozycja z chrupkami z pietruszki oraz kawałkiem wędzonego mięsa.
Dla wegetarian - nie bardzo. Dla przegryzaczy - doświadczenie.



W Long Street 52 skosztowałam najlepszego kremu z dyni, z oliwą truflową. Po moich rekomendacjach, wybrał się tam mój Drogi Znajomy i potwierdził - krem jest doskonały i nie do powtórzenia w domowych warunkach.

Co jeszcze?

  • Focaccia z rozmarynem, solą i dużą ilością oliwy
  • Pizza z karczochem
  • Czarny burger
  • Makaron z podgrzybkami i truflą
  • Do tego wino stołowe: białe lub czerwone

Tu wszystko gra, serio.

Po własnych zachwytach, popukałam się w czoło i nakazałam ostudzić swoje zauroczenie i utrzymać zdrowy rozsądek. Szczęście chciało, że niemal od razu pojawiła się okazja, aby ponownie trzymać w dłoniach widelec i nóż, który zatopił się w ich daniach  - tym razem Smakuj Trójmiasto, mięsna edycja.



Pulled pork burger.
Niby nic, a jednak. Jak nigdy zaciągnęło mnie do zjedzenia, a uwierzcie - jeszcze nie zdarzyło mi się samodzielnie zamówić z własnej woli burgera.

  • Pierwsze ugryzienie, bułka jakby mleczno-maślana. Doskonała. 
  • Drugie ugryzienie - eksplozja. Gdyby smak miał kolory, ten nazwałabym tęczą. Nie wiem dokładnie, jak go określić, on niemalże wirował. 

Na moje pytanie, czy znajduje się on na stałe w menu, usłyszałam odburknięcie i kłopotliwą wymianę wzroku pomiędzy kucharzami.

W normalnych warunkach poczułabym na sobie zakaz ponownego przychodzenia do restauracji, jednak tym razem nie mogłam odpuścić. Wzięłam drugiego na wynos.

Ku chwale, wystarczył jeden uśmiech kucharza, abym wymazała wcześniejsze zakłopotanie i pokochała Long Street 52 miłością bezwarunkową.
Odliczam tylko trzy tygodnie od czasu 'Smakuj Trójmiasto'. Kucharz z urlopu wraca, skompletować załogę.

A na teraz, na jutro? Obiad TAM z przyjaciółmi. Po pracy. Kolejny. Nie ostatni.

Przegryźcie!
Tak, jak Michał, Agnieszka, Maciek, Agata, Mateusz, Radek, Maja.
I wszyscy, którym już zdążyłam polecić.
_________

Miejsce: Long Street 52
Adres: ul. Długa 52/53,Gdańsk
Menu: o tu - klik

Więcej: Facebook


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz