środa, 10 czerwca 2015

Przegryzam Tapas! Cząstka Hiszpanii w samym sercu Gdańska


Jest takie miejsce w Gdańsku, które doskonale odzwierciedla moją słabość do przegryzania. Miejsce, w którym smak, ciepło, tęsknota do upragnionych wakacji i uśmiechnięte twarze sprawiają, że chce się wracać. Gdy dłonie pełne pasji podały mi chrupiącą kanapkę i kubeczek pełen wspaniałych oliwek, wiedziałam, że dobrze trafiłam. Tapas Barcelona nad polskim morzem!

Siła wiatru tego dnia skutecznie zniechęciła nas do szperania przy stoiskach na Wolnym Targu. Po szybkim marszu wzdłuż Ogarnej, ulokowałyśmy się z kubkiem jabłkowo-buraczanego soku pod niepewnie falującym i wciąż walczącym namiotem. Byłyśmy właśnie w środku rozmowy na temat ulicznych marszy i protestów, gdy dosiadł się do nas Maciek. Ciemny fartuch, szczęśliwe oczy i szybko wystrzelone zdanie „to co, może grillowane kanapki i kalmary z sosem?” w jednej chwili ociepliły zszargane od wiatru nerwy, ujarzmiły latające włosy i zaprowadziły do hiszpańskiego nieba. Nagle uzmysłowiłam sobie: przecież tapas to coś idealnego do przegryzania!

Ten, kto próbował, szczęściarz. Ten, kto nie próbował, jeszcze większy szczęściarz. Tapas Barcelona po prostu trzeba posmakować, a pierwszy raz naprawdę jest wyjątkowy. Właściciele starannie dobierają każdy produkt, sprowadzając do Gdańska kawałeczek prawdziwej Hiszpanii. Najwyższej jakości oliwa i oliwki w marynacie, doskonałe sery oraz wędliny to ich główne atuty.

Ja na obiad wybrałam grillowaną kanapkę z owczym serem, burakiem, oliwą i rukolą. Ser mocno zdominował smak i oto mi chodziło. Ciepła i chrupiąca bagietka okazała się strzałem w dziesiątkę, choć następnym razem poproszę o dodatkową porcję buraków. Do przegryzania trzymałam jeszcze w rękach kubeczek pełen kalmarów z sosem na bazie łagodnej papryki wędzonej, który czarodzieje z Tapas przyrządzają samodzielnie. Kalmary delikatne i soczyste, wcale nie gumowe, jak niektórzy zaszufladkowali te owoce morza. Tam po prostu trzeba spróbować!


Na rozpieszczenie do granic swoich zmysłów, sięgałam co chwilę do miseczki pełnej marynowanych oliwek: ogromnych zielonych królewskich, ciemnych z pestkami i bez. Każdy, kto choć raz odwiedzi Tapas Barcelona, będzie wiedział, że porcja ich oliwek to „must have” przy zamówieniu. Swój hiszpański obiad zwieńczyłam ostatnim przegryzieniem zielonej marynowanej papryczki, lekko ostrej, mocno aromatycznej. Polubisz je.



Byłeś tam? Zaglądaj na Tapas Barcelona
i śledź, gdzie i co przegryzają.


Ważne: nie byłoby Hiszpanii, gdyby nie orzeźwiająca sangria. W czerwono-żółtym food trucku już jest! Znajdziesz go co sobotę na Wolnym Targu ;-)

7 komentarzy: