wtorek, 31 marca 2015

Przegryzione w marcu

Ledwo zdążyłam odwrócić głowę przez ramię, aby spojrzeć, czy nie upaćkałam sobie płaszcza od marcowych kałuż, a miesiąc dobiegł końca. I choć łaskawy był pół-na-pół, zdążyłam w lepszych chwilach mieć w ręku aparat i zatrzymać w obiektywie to, co przegryzłam...



Pierwsze promienie wiosennego słońca zachęciły, by pomuskać morski piasek. W kieszeni miałam przy sobie obłędne cantucci (klik)
Zdążyłam też popluskać śnieżnoblade stopy w Bałtyku!

Po pracowitych tygodniach, piątkowałam sobie przy koktajlach - klik
Ta doskonała brioche tylko udowodniła mi, że nie ma rzeczy niemożliwych - klik po przepis
Moje śniadaniowe marcowe menu składało się głównie z jaglanki. Śmiało stwierdzam, że jestem od niej uzależniona.
Uzależniona od kaszy jaglanej do tego stopnia, że piekę z niej ciasteczka - klik.  Zając spod rąk cudownej Cioci Eli. Lubię na niego patrzeć i odliczać do swoich ulubionych Świąt.
Marzec był też wspomnieniem kuchni wietnamskiej, którą poznałam, gdy jeszcze nawet nie potrafiłam wymienić składników kruchego ciasta. Klik po przepis na ultralekkie sajgonki
Kruche ciasto z kajmakiem i cukrowymi jajeczkami to wielkanocny smak, którego nie mogę pominąć. Uwielbiam je przegryzać!

Do zobaczenia w kwietniu! 

6 komentarzy:

  1. Do zobaczenia ! Kwiecień już jutro ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mniam! Wygląda pysznie! Sajgonki za mną teraz chodzą :)
    Zapraszam do siebie: fochzprzytupem.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładne zestawienie, mi też marzec jakoś szybko przebiegł, ale niech już będzie ładny wiosenny kwiecień, bo na razie to mało wiosennie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka, piszesz-masz :) w Trójmieście od dziś piękne słońce!

      Usuń