wtorek, 31 marca 2015

Przegryzione w marcu

Ledwo zdążyłam odwrócić głowę przez ramię, aby spojrzeć, czy nie upaćkałam sobie płaszcza od marcowych kałuż, a miesiąc dobiegł końca. I choć łaskawy był pół-na-pół, zdążyłam w lepszych chwilach mieć w ręku aparat i zatrzymać w obiektywie to, co przegryzłam...

niedziela, 29 marca 2015

Sajgonki inaczej. Łosoś w pomarańczach z marchewką i batatem


Swoje pierwsze danie z kuchni ajzatyckiej posmakowałam, gdy miałam około 4 lata. Przygotował je znajomy rodziców, który był Wietnamczykiem i była to zupa. Wtedy wydawała się czymś niezwykłym i fantastycznym. Oprócz niej, odkryłam smak makaronu sojowego, papieru ryżowego i grzybów mun, które w połączeniu z mięsem mielonym i kapustą tworzyły sajgonki. Smaki te pozostały w naszej rodzinie na długo.

piątek, 27 marca 2015

Mieszaj, doglądaj, studź. Granola samoróbka


Porcelanowa miseczka wypełniona po brzegi mlekiem i płatkami spokojnie spoczywała tuż przed klawiaturą. Jedną ręką trzymałam łyżeczkę, drugą myszkę. Moje oczy spokojnie wędrowały literka po literce, odkrywając najpierw słowa, potem zdania, by na końcu skleić całość i wydobyć sens czytanej wypowiedzi. Zmęczone wertowaniem kolejnych akapitów oczy, powiększały się mimowolnie, a ręka nieświadomie opuszczała w połowie pełną łyżeczkę. Otwarte z niedowierzania usta zdradziły, że jadłam granolę. O której właśnie czytałam.

środa, 25 marca 2015

O śniadaniowych zaległościach. Jajko w koszulce na szpinaku z łososiem


- Zjesz z nami jajka na śniadanie? - pytał Tata w niedzielne poranki. Odmawiałam. Ja, mała piegowata dziewczynka, która w fazie szkolnego odchudzania wmówiła sobie, że jajka są niedobre. Powodów wtedy miałam wiele, dziś natomiast nie pamiętam już żadnego. Doprawdy, nie potrafię sobie ponownie nakreślić myśli, które kierowały mną, aby wykluczyć je ze swojej diety. Nie zliczę lat, które zmarnowałam na diecie beznadziejnie bezjajecznej.

poniedziałek, 23 marca 2015

W papierowej torebce na drogę. Cantucci z migdałami i nerkowcami


A więc wyjechał. Na dłużej niż tydzień, krócej niż miesiąc. Nie lubię pożegnań. To zajmuje zdecydowanie za dużo czasu, spala potrzebne kalorie i wypala za dużo dobrej energii. Z jednej strony pożegnania oferują kupon na dodatkowy czas w ciągu dnia, z drugiej natomiast wiercą dziury w brzuchu z powodu braku oswojenia. Zanim jednak pojechał, spakowałam mu w papierową torebkę kilka ciasteczek.

piątek, 20 marca 2015

Piątkowa prostota. Mrożony banan i mięta



Odnoszę wrażenie, że cokolwiek bym dzisiaj napisała, przybrałoby to postać najczystszego bełkotu. Coś w tym musi być. W piątek się nie pisze, w piątek się je. I pije.

czwartek, 19 marca 2015

Najprostsze danie świata. Sałatka z pieczonym batatem i bakłażanem


Jechaliśmy dość szybko długą trasą. Dzień wydawał się z pozoru prostu i bezkolizyjny, jednak wiedziałam, że pod koniec będziemy zmęczeni. Jednym okiem czuwałam nad drogą, drugim odpływałam do świata swoich wytworów wyobraźni. Czarny asfalt doskonale nadaje się do wszelkiego rodzaju analizy. Jest niczym czarna tablica, na której można rysować każdą kwestię, która akurat pojawi się w głowie. Mi akurat doskwierał wtedy głód. Zaczęłam więc rozmyślać o tym, co zjemy, gdy w końcu dotrzemy.

wtorek, 17 marca 2015

Małe kromeczki na duże okazje. Hummus z pastą krewetkową


Kiedyś nakreśliłam sobie, że skalą pielęgnowania swoich bliskich jest sposób i okoliczności podawania posiłków. Najczęściej mogłam ją określić w stanie gorączek, gryp, angin i innego rodzaju paskudztw. Wymagały one, aby była przy mnie choć jedna dodatkowa osoba oraz ukochana jamniczka czule grzejąca moje zmarznięte dłonie i stopy. Jedynym posiłkiem, który wtedy delikatnie traktował zmęczone ciało były niewielkie kanapki, zwykle pokrojone na kwadraciki lub trójkąty. Malutkie cząstki pieczywa towarzyszą mi do dziś. Przypominają, jak bardzo ważne są niektóre osoby, bez których tak naprawdę nie poradziłabym sobie w stanie ponad trzydzieści sześć i sześć, bez względu na to, czy spowodowane jest to wirusem, czy po prostu wahaniem emocji.

niedziela, 15 marca 2015

Nie płacz nad rozlanymi drożdżami, czyli brioche doskonała


W skrócie to wyglądało tak. Już po przebudzeniu towarzyszył mi dziwny ucisk w brzuchu, zupełnie jakbym się czymś stresowała lub czegoś obawiała. Nie było jednak powodu - jest przecież niedziela. Nie wiedziałam jednak, co mnie czeka.

sobota, 14 marca 2015

Podmuch Krakowa nad morzem: obwarzanki z posypką


Dniem, na który zawsze szczególnie czekam jest sobota. Nie wiem czemu upatrzyłam sobie właśnie ten zlepek sześciu liter, jako ciąg wytęskniony już od pierwszy minut po niedzielnym przebudzeniu. Może chodzi o budzenie bez budzika w naturalnej dla mnie porze lub o długie, leniwe i starannie przygotowane śniadania. Wprost uwielbiam ten czas, który wydaje się być spokojny, niewzburzony, sypiący się niczym morski piasek w klepsydrze.

piątek, 13 marca 2015

Menu na piątek. Łosoś z różą na pieczonych warzywach


Nigdy nie zapomnę przerażonych i dużych jak pięciozłotówki oczu koleżanki, która na hasło „dzisiaj piątek” była właśnie w połowie przegryzania kanapki z szynką. Rzecz działa się na szkolnej przerwie, kiedy pomiędzy jednym a kolejnym kęsem drugiego śniadania, zaczytywaliśmy się w notatkach z poprzednich lekcji. Nim wypowiedziane zdanie zdążyło dotrzeć do ostatniej literki, szybkość gryzienia gwałtowanie zwolniła, zmieniając twarz w rozczarowujący grymas. Przecież w piątki jest zawsze ryba.

czwartek, 12 marca 2015

Śniadaniowy muffin pomarańczowy z makiem


W robieniu babeczek najbardziej lubię to, że ich przygotowanie wymaga jedynie podstawowej wiedzy na temat łączenia suchych i mokrych składników, a z jednego uniwersalnego przepisu można tworzyć wypieki od najsłodszych do najbardziej wytrawnych. Ja swój niezawodny przepis odkryłam wiele lat temu i niezmiennie pozostaję mu wierna, otrzymując w zamian gwarancję, że w niecałe pół godziny mogę otrzymać swoje własne spersonalizowane śniadaniowe muffiny.

wtorek, 10 marca 2015

Odżywcze dobrodziejstwo. Ciastka jaglano-orzechowe z kremem


Z kaszą jaglaną dość długo próbowałam się zaprzyjaźnić. Za każdym razem, gdy widziałam te niewielkie wyblakłe perełki zapakowane w jeden dość spory worek, budził się we mnie bliżej nieokreślony strach, a właściwie obawa przed ich ugotowaniem. Niekiedy pomiędzy te niewytłumaczone odczucia wplatał się element lenistwa. Co tu dużo będę opisywać – kasza jaglana wydawała mi się po prostu składnikiem, który wymaga wiedzy, przygotowania i poświęcenia. Szybko jednak przekonałam się, jak bardzo zawiodłam się na samej sobie.

poniedziałek, 9 marca 2015

Jego wysokość mus. Miodowo-musztardowy dodatek do beztłuszczowych frytek


To musiał być jakiś szalenie gorący i piękny dzień, gdy pierwszy raz spróbowałam tego... musu? Tak to chyba można zdefiniować, bo sos to zbyt pospolite określenie, a dressing wydaje się być już dość oklepanym słowem. Mus to doskonały opis, wpisujący się w całość. Smak, konsystencja, powolne uaktywnianie się smaku po smaku. Tu wszystko po prostu pasuje. Ale od początku.

niedziela, 8 marca 2015

Kobiety uwielbiają grzeszyć w kuchni. Podwójnie czekoladowe babeczki z kremem truskawkowym


Gdy nadchodzi taki dzień jak dziś, bulgoczą we mnie przeróżne myśli. No bo tak naprawdę, to kto dziś świętuje? Mężczyźni celebrują istnienie kobiet, czy kobiety pozwalają sobie na wszelkiego typu szaleństwa z okazji dedykowanego dla nich dnia? Myślę, że odpowiedzi szukać należy gdzieś pośrodku. Zwykle byłam skłonna twierdzić, że to właśnie dzięki mężczyznom i przyjaciółkom możemy dziś balować.

sobota, 7 marca 2015

„Kochanie zrób mi dwie kanapki”. Rzecz o duszonym buraku, kozim serze i miodzie.


Odkąd pamiętam, decydując się na kanapki, zawsze wybierałam, prosiłam, bądź robiłam dwie. Nie jedną, nie trzy. Dwie. Mniejsza ilość zwiększała niebezpieczeństwo braku sytości, większa natomiast mogła przyprawić mnie o przejedzenie lub kroczące za mną przez następne kilka godzin wyrzuty sumienia oraz poczucie żalu, że w miejsce tej trzeciej mogłam wybrać zupełnie coś innego.

piątek, 6 marca 2015

O chłopcu i jego paczuszce, czyli domowe krakersy z tahiną




A więc nastał ten czas. Budzik już nie rozrywa moich nocnych rysunków w głowie, nie wymazuje bezlitośnie z pamięci marzeń sennych i nie rozcina ciemno-jasnego świata na pół. Wstaję i... jest jasno. Ot tak, po prostu. Słońce wstydliwie wkrada się do sypialni, a ja mogę spokojnie wstać nie potykając się o własne kapcie. To czas, kiedy domownicy budzą się szybciej, ba niekiedy nawet razem ze mną, a w kuchni dzieją się niezwykłe zjawiska – zapach świeżej kawy miesza się z dźwiękiem bulgoczącej w rondlu jaglanki a drzwi lodówki zamykają się w idealnym rytmie ze stukiem rozbitego wiejskiego jaja.